Posty

Artem communicationis

Po polsku, po czesku, w sua chiri, w języku migowym...
A i tak coś może "nie pyknąć".
Jest jeszcze śmiech. I dystans do siebie. Tego uczy się latami, droga wyboista jak jakaś gminna po ulewie, ale zdaje się być uniwersalna.
Rzekła płacząc ze śmiechu. Kilkukrotnie. Upojona jak po dobrej imprezie, mięśnie przeorane jak po konkretnym treningu.
Poczucie humoru jak... racja. Każdy ma jakieś. Może być jedynym wyjściem ze stresującej sytuacji, żeby nie osiwieć. Rozładowaniem napięcia, które jest nieuniknione.
Podobno nie tylko spala kalorie, poprawia krążenie ale również przedłuża życie. Będę chyba nieśmiertelna :P ale pomarszczona- najwyraźniej pora na zakupy mazideł.
Sarkazm? Nadal będę lobbować swoją teorię, że jest oznaką inteligencji.

Przepis na sukces? Dwie szklanki poczucia humoru, cztery kopiate łyżki dystansu do siebie i szczypta inteligencji. Zwiększamy proporcjonalnie do zawartości. Wstrząsnąć, nie mieszać. Poddać obróbce cieplnej chuchania podczas wymiany słów, rozdawać…

Sukienka Rosemary

Złamał protokół. Poddani oburzeni. Ale że jak? Że 4-letnie dziecko?
Uczcili pamięć księżnej. Czym? Kanapą...
Że różnym zachowaniom, przedmiotom przypisujemy takie czy inne znaczenie- nic nowego.
Mistrzami są behawioryści, a slogan ze skrzyżowanymi rękoma jest już po prostu hitem. W sumie... średnio wygodne i dziwne byłoby siedzenie/stanie z wyciągniętymi rękoma... No a przecież skrzyżowane sugerują zamknięcie...
Siedzenie "noga na nogę" jak nic flirt, zainteresowanie rozmówcą jako obiektem seksualnym... No spoko. Jako ignorantka wobec tych teorii rzeknę: wygoda. I przyzwyczajenie.
Czym czteroletni (chyba) Książę oburzył tłum? Ano tym, że bawił się zabawką w kształcie pistoletu. I mierzył w stronę Księżnej. Jakież to niestosowne w dobie terroryzmu...
No jacha, wytłumacz to dziecku... Jakby bawił się czymkolwiek innym, to też można dopatrzeć się jakiejś niestosowności.
Gdy nie kto inny jak jego matka (a moja imienniczka) urodziła w sumie co za różnica które dziecię, to spór ro…

Mała czarna

Obraz
Poza rodzicami i krewnymi cała reszta osób, która przewija się przez nasze życie jest bardziej lub mniej przypadkowa.
Czasem taka przypadkowa osoba wgryza się w nas tak mocno jak zębiska w tłustoczwartkowego pączusia. Z największą przyjemnością.  Pierwsze wrażanie nie zawsze bywa trafne. Może być słodka skorupka jak w gumie "SZOK" (pamięta to ktoś jeszcze?), ale środek jest kwaśny i mało przyjemny. Może być też ziemniaczek z ogniska- skórka niby taka sobie, ale jakże bogate wnętrze (no bo czy jest ktoś, kto nie lubi pieczonych ziemniaków? Takich osmolonych? No właśnie :) ). A czasem jest jak z prażonymi robaczkami- niby wiemy, że fuj, ale coś nas jednak pcha i ciekawi... Z czasem ziemniaczki stają się takimi powerbankami- mega transformacja! Jakby dało się na nie zamienić tonę kartofli, to lecę już dziś złożyć wniosek na StartUp :)
Chodzi ni mniej ni więcej jak o znajomych. Przyjaciół. Osoby, z którymi w jakiś cudowny sposób zostały skrzyżowane nasze drogi. Bywa, że do kogo…

Prze-kwalifikacje

Obraz
Taki mam obrazek z dzieciństwa: wieczór, w telewizji mecz, Tata leży na złożonej wersalce a ja z siostrą pakujemy się między Jego plecy a oparcie. I tak oglądamy. Co jak co, ale musiało być wszystkim wygodnie. I ciepło.
Otworzyłam szafkę z kawą. Spokój. Jadę taksówką- już nie. W sklepie też. Na insta i fajsbuniu również emocje. TV oglądam rzadko. Mój szampon nie jest przesadnie reklamowany. A energetyki piję sporadycznie.
Checklista ma już dwa odhaczenia. Jeszcze tylko "o honor".
Nie będę oceniać gry. Pomimo zawodu. Każdy z nas może być w gorszej formie.
Ubaw mam jednak (wątpliwy) z całej otoczki. Okładki magazynów, kontrakty reklamowe z xy markami, dobre rady na wszystko, gadżety wysypujące się z każdego koszyka... Gwiazdy. Podsycanie plotek na własny temat i brak pokory taki, że już chyba nie tylko sodówka a cały syfon walnął w łeb.
Reklamujcie więcej produktów, udzielajcie więcej insta rad, blokujcie followersów. Przydałyby się jeszcze skarpetki z linii "reprezentacj…

Ta, która nie hańbi.

"Hej, dostałem pracę!"
Zadzwonił kumpel. Może nie do końca praca marzeń, ale nie zostanie na przysłowiowym lodzie od przyszłego miesiąca. Z resztą czasem można zaskoczyć się tym, w jakiej pracy odnajdziemy się najlepiej. Wyobrażenia wyobrażeniami a rzeczywistość... swoje.
Nieee, więcej to z zasiłków jest. W sumie... biorąc pod uwagę najniższą krajową a kwoty zasiłków wszelakich, to w przeciętnym pracowniku krew się gotuje niekoniecznie ze względu na temperaturę.
Ten post chyba nie będzie śmieszny.
Pochodzę z domu, gdzie Rodzice od zawsze pracowali. Było gospodarstwo, Tata pracował na etacie, Mama przez jakiś czas też. Na jakiś czas musiała z pracy zrezygnować, bo żadnych dziadków nie było "pod ręką", a z siostrą miałyśmy po 4 lata i łby pełne głupich pomysłów. Potem Mama otworzyła małą działalność gospodarczą, dzięki której ja sama mam dwucyfrowe doświadczenie w handlu i umiejętność szybkiego liczenia ;) Nikt nikim przysłowiowo nie orał, ale praca zdawała się być c…

Ślub pełen naiwności

Obraz
Żeby była jasność- nie jestem przeciwniczką ślubów, wesel i innych tego typu wydarzeń. Ba! Chociaż życie pisze przeróżne scenariusze, to jednak usankcjonowanie gotowania i sprzątania skarpetek ma się całkiem dobrze a sezon w pełni.  Obrączki, kwiaty, suknia równowartości małego samochodu, wypasione menu i kapela grająca w sam raz pod kopytko. Żyć nie umierać! Serio, naprawdę lubię wesela, lubię patrzeć na szczęśliwych ludzi, którzy budują swoją przyszłość od tego właśnie momentu tak bardzo wspólnie, że trudno o bardziej.  Od kilku lat mocno zarysował się pewien praktyczny trend- nie chcemy tony kwiatków, które zaraz zwiędną, za to butelczyna magicznego eliksiru, nowość wydawnicza albo coś, co pójdzie w cycki- mile widziane. Przynajmniej się nie zmarnuje, nie zwiędnie i nie będzie trzeba tarmolić tego niczym choinkę w lutym. Są też akcje jeszcze szlachetniejsze, gdzie Para Młoda prosi o żarełko dla czworonogów, zabawki dla dzieciaków z domu dziecka albo robi puchę i do tej puchy wrzuc…

Przypalona woda

Obraz
"bo ja to nawet wodę na herbatę przypalam hi, hi hi..." Istotnie powód do dumy...
Nie każdy lubi gotować, nie każdy czuje się w kuchni jak raba w wodzie, nie każdy musi wykazywać się finezją na miarę Okrasy w łączeniu składników.
Ale... może chociaż minimum? Cokolwiek? Ze trzy dania? Albo naucz się piec?
Prawda stara jak świat- przez żołądek do serca. Nie tylko męskiego (aczkolwiek wskażcie mi faceta, który nie lubi jeść...), bo w pamięci zawsze znajdzie się babcia/mama/ciocia czy inna stryjenka, której rosół był najlepszy. Zmieniają się trendy w żywieniu, zmienia się świadomość konsumentów, pojawiają się nowe diety i bardziej lub mniej wyszukane przepisy, a jeść jak trzeba było tak trzeba.
Zastanawiam się co wywołuje we mnie większy uśmiech politowania: niunia, która oznajmia o przypaleniu wody na herbatę i nie obraniu w życiu żadnego ziemniaka czy dziewoja, która myli sól z cukrem, nie mając napisanego typu mąki w przepisie nie wie co począć a dla której ulubionym gatunki…