Posty

Pieniążki kto ma ten jedzie do Krynicy, a kto pieniążków nie ma- ten nogą po miednicy...

Obraz
I gdy sądzisz, że coraz mniej może zdziwić...
Jakże wiele napisano już postów o naszej roszczeniowości, o #madkachzhoromcurkom. Hitem sieci była zbiórka na dom (na budowę domu) założona na jednym z portali. Na jednym z tych portali, na których zbiera się pieniądze dla osób w mega ciężkiej sytuacji zdrowotnej, potrzebujących środków na kosztowne leczenie ratujące życie lub organizującym wsparcie dla osób po np. pożarze domu. Samej również zdarza mi się udostępniać te informacje na swoich profilach w mediach społecznościowych, wliczając w to odpis 1% podatku na pomoc np. konkretnej osobie.
Już kiedyś na łamach kasieńkowatości wyraziłam wyrazy uznania dla pomysłodawców "stypendium wolności" dla zdrowego, w sile wieku, z fachem w ręku mężczyzny. Tak jak i wtedy tak i teraz podtrzymuję, że jak ktoś ma ochotę wspierać ten wymysł lub podpalać sobie cygaro wizerunkiem Zygmunta Starego- wolna wola. Nie zmienia to jedynie faktu, że we mnie osobiście pewne rzeczy tyle samo wiszą mi nic…

Damą być?

Jako takiej telewizji nie oglądam od prawie 10 lat. Jednak od czasu do czasu zdarza mi się zawiesić oko na tym, na co abonamentu nie muszę płacić (jako nie posiadacz).
"Damy i wieśniaczki". No z moim pierwowzorem kobiecości, moją stworzycielką i prototypem upartego charakteru mamy wtedy bekę w kosmos. Nic tylko strzelić drinka i upajać się "kulturą".
Dama.. kojarzy mi się z elegancką kobietą, pełną klasy, wysublimowaną, powściągliwą. Wieśniaczka? Kobieta mieszkająca na wsi, prosta, może taka trochę "zaściankowa". No tak, nie ma to jak polecieć po stereotypach, ale cóż- kobieta i kobieta. Jedna lubuje się w sztukach teatralnych, dobrej literaturze, druga zaś ogląda "Trudne sprawy" a wygląd jest dla niej kwestią trzeciorzędną.
Ależ się myliłam! Jakim ja byłam ciemnogrodem, póki nie obejrzałam jednego czy drugiego odcinka programu! Współczesna dama nie czyta Tołstoja i nie bywa w Metropolian Opera, a trwoni kasę na torebki równowartości mieszkania …

Wolna sobota?

Żeby nie było- jestem kurą domową i jestem z tego dumna ;)
Tak już mam, że przyjemność (serio) sprawia mi gotowanie, krzątanie się po kuchni, szukanie przepisów, wymyślanie jakiegoś fajnego żarła, lubię jak jest posprzątane (co w linii prostej nie oznacza bezpośrednio orgazmu przy machaniu ścierą, ale gdzieś tam merytorycznie jest jednak blisko), mam szajbę w kwestii okien i zapachu świeżej pościeli. No nic tylko przykuć odpowiedniej długości łańcuchem w kuchni (z dostępem do pralki i żelazka), w jedną rękę dać wałek do ciasta a w drugą odkurzacz. Jakiś chętny z łańcuchem? ;)
Dzisiaj "wolna sobota". Dzień niemal święty, o który walczyło pokolenie moich rodziców. Luksus, który nam od chyba 2 lat i to nie zawsze. I tak to jest z tą wolną sobotą, ogółem dniem wolnym, że dla kobiety (mężczyzny/E.T./reptiliana- wstawić dowolne) oznacza on chyba mniej więcej tyle, co "rób, ale masz szansę robić to wolniej" :P
Serio? No serio. Bo tak przemykając po zakamarkach postępujące…

Ach, to Ty!

Nadciąga. Na razie trochę incognito, zostawia ślady w postaci uchylonych okien i pozbawiając częściowo ubrań. Schowała ciepłe buty, szyderczo zaśmiała się patrząc na upaćkane błotem auto, obudziła koty... i ludzi. Wiosna :)
Witaj dawno nie widziana koleżanko :) stęskniłam się za Tobą, już trochę miałam dość ubierania na siebie połowy szafy i skrobania szyb.
Dzień dobry słoneczko, które wlewasz dobry humor jak kroplówka witaminowa prosto w żyłę :P I'm addicted to you...
Pies oszalał (no dobra, on oszalał już dawno), koty robią dirty dancing (polskie tłumaczenie tytułu powala nawet po latach), na myjni kolejka jak po darmową pizzę ;)
W parkach coraz więcej spacerujących, na ławkach coraz więcej parek (nie nie, nie kurtek). I znów przyjdzie odwracać wzrok łażąc wokół sadzawki czy jadąc autobusem.
Jeszcze tylko ulicznych grajków proszę i niech trwa ten zielony karnawał!

Skonsumowani

Tragedia. Życie społeczne upada. Zapasy jak na filmowy "dzień niepodległości". Dzieci płaczą, małżeństwa się rozpadają.
Dziś pierwszy dzień z obowiązującym zakazem handlu w niedzielę. W mediach, w zależności od popieranej opcji, sączy się strumyczek takich czy innych wizji.
Tak bardzo ciągnie nas "na zachód". Tak bardzo chcemy być "europejscy". Za naszą granicą normą są zamknięte placówki handlowe. U nas oczywiście środek ciężkości zrzucony jest na Kościół, który pcha się w życie obywateli (?).
Hmmm... Cóż jest takiego, czego nie można kupić w sobotę czy piątek? Dlaczego te zakupy, a w zasadzie to zwierzanie galerii konieczne jest w niedzielę? Wiem wiem, no bo taki wspólny wypad to przyjemność... Może... Tylko że z dla jednych to sposób spędzania wolnego czasu (nomen omen) a dla drugich przykry obowiązek. Niestety.
Jest coś mądrego w stwierdzeniu, że moja wolność kończy się tam, gdzie wchodzi w obszar drugiej osoby.
Tak, teraz może polać się argument, że …

Seksmisja 2.0

Minęło jedno z tych świąt, które są całkiem przyjemne. Dzień Kobiet. Przyjemne chyba zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Któraż z nas nie lubi dostać kwiatka, któregoż z panów nie ucieszy buziak i uśmiech na twarzy swojej matki/żony/kochanki/koleżanki/córki (wstaw dowolne).
Odkąd pamiętam to w ten marcowy dzień kobiety wszelkiego rozmiaru i wieku starały się (w moim subiektywnym odczuciu) wyglądać wtedy jakoś tak optymalnie kobieco, wkładały kiecki, malowały paznokcie... po prostu jakoś tak w najczęściej konwencjonalny sposób starały się podkreślić swoje atuty, swoją kobiecość, swoje piękno. Jest w tym coś złego? Ależ skąd!
I oto mym oczom ukazuje się dziś artykuł, w którym szkoła w Gliwicach przeprasza osoby, które mogły poczuć się urażone faktem (nawet moja wybujała wyobraźnia ma problem z nazwaniem... czego? incydentu? pomysłu? informacji?), że dziewczyny, które tego dnia przyjdą do szkoły w spódnicy/sukience będą miały taryfę ulgową (nie będą np. wzywane do odpowiedzi).
Kto i kogo …

Słowa, słowa, słowa...

Rzekł Hamlet. A że Polacy nie gęsi, to nie tylko język ale nawet Tydzień Kultury Języka mają.
Nad tym mówionym często się nie rozwodzimy- jest dynamiczny, nieco niechlujny i nie ma w nim ortografii. Niesamowicie jednak mierzwią "włancznie" (och, trudniej napisać niż powiedzieć) i inne fakty autentyczne (no a jakie?). Niedoskonałości języka mówionego możemy tłumaczyć pośpiechem, przejęzyczeniami, wadami wymowy. I wiele spośród tych argumentów będzie przekonującymi.
Jest jednak taki obszar, taka forma używania naszej polszczyzny, która niczym skąpe bikini ukazuje niedoskonałości i to, czy ktoś pracuje nad swoją tężyzną czy nie.
Ortografia.
Zmora czasów szkolnych (niekoniecznie).
I niezła beka XXI-wiecznych forów internetowych, portali społecznościowych i innych środków, gdzie jesteśmy skazani na użycie klawiatury.
Obserwując różne profile na fejsbuniu, czytając internetowe fora... i moją "ukochaną" lokalną gazetę upewniam się tylko, że polski język to trudny język. I…